„Mokre” konflikty

W ciągu ostatniego półwiecza podpisano ponad 200 różnych umów międzynarodowych związanych z konfliktami o wodę lub obiekty wodne. Jednocześnie ponad 300 konfliktów nie zażegnano do dziś. Rodzą się też nowe, gdyż 60 % światowych zasobów wody pitnej jest kontrolowana tylko przez 9 państw (Kanada, Rosja, Chiny, Indie, Brazylia, Indonezja, Kongo, Kolumbia, USA). Zmarły niedawno pisarz, dziennikarz i podróżnik Ryszard Kapuściński uważał, że wiek XXI będzie stuleciem wojen o wodę. Zatem, mimo że 71 % powierzchni naszej Ziemi pokrywa woda, musimy się szybko nauczyć „pić ją z jednej szklanki”.

Obliczono, że 40 % ludności Świata żyje na obszarach dorzeczy międzynarodowych. Znaczy to, że granica państwa biegnie np. wzdłuż rzeki – Odra (Niemcy – Polska) lub przecina rzekę w określonym miejscu – np. Nil (Egipt – Sudan itd.). Podobnie „nieszczelne” granice występują w odniesieniu do jezior, bagien i zbiorników wód podziemnych. Rodzi to oczywiście konflikty, zwłaszcza tam, gdzie woda, a w szczególności woda czysta, nie jest dobrem powszechnie dostępnym.

A przecież, już profesor Edward Romer napisał kiedyś: „…w społeczeństwach i ustrojach państwowych o bardzo starej kulturze rzeki nie stanowią nigdy granicy, a po obu stronach nawet wielkich rzek zamieszkuje zwykle jednolita etnicznie ludność”. Rzeki zatem nie tylko nie tworzą granic w przyrodzie, ale nie powinny być też wzdłuż nich prowadzone granice administracyjne i państwowe. Co prawda, w XVIII wieku, po dwu wiekach wojen o ustanowienie podziału terytorialnego Europy, pojawił się pomysł ówczesnych „euro-polityków”, by podział kontynentu oprzeć o granice hydrograficzne (działy wodne). Nie został on co prawda zrealizowany, ale warto wiedzieć, że ówcześni Łodzianie mieliby niemały problem. Stanęliby bowiem przed wyborem: być mieszkańcami „państwa wiślańskiego”, czy „odrzańskiego”? Łódź leży na linii działu wodnego I-go rzędu, a więc rozdzielającego dorzecza rzek wpadających bezpośrednio do Bałtyku.

Rzeka graniczna przysparza zwykle więcej problemów niż korzyści. Już sama demarkacja granicy na rzece jest zabiegiem trudnym i konfliktogennym (brzegiem?, którym?, może oboma?, przy jakim stanie wody?, nurtem?). Konflikty takie mogą być bardzo poważne np. spór Iranu i Iraku o przebieg granicy na Szatt-al-Arab, ZSRR i Chin o granicę na Ussuri, czy też spór Boliwii i Chile o rzekę Lauca. Problemy takie dotykają także Polski, której granice wydają się dziś pozornie trwałe (np. o nowe wyspy w korycie Bugu, o antropogeniczne zmiany biegu nurtu w ujściu Odry).

Niemal anegdotycznie brzmi prawdziwa opowieść o rolniku Zenonie P. z okolic Włodawy, który dołączył do ekskluzywnego grona: Stalina, Churchilla i Roosvelta – decydentów, którzy wytyczyli w Jałcie granice Polski i dawnego ZSRR. Bug w rejonie Włodawy wielokrotnie zmieniał i zmienia swój bieg, tworząc przy okazji nowe wyspy. Wyspami tymi żadna ze stron nie była zainteresowana. Stan ten trwał do czasu, gdy krowa Zenona P. zaczęła popasać na wyspie, która Rosjanie uważali za swoją. Krasula została zatrzymana przez pograniczników sowieckich, ponoć karnie wydojona i zesłana do sąsiedniego kołchozu. Jednak skarga Zenona P. zmusiła oba MSZ-ty do zajęcia się tą sprawą i ostatecznego uregulowania sposobu demarkacji granicy w tym rejonie.

Szacuje się, że ok. 20 % ludności Świata nie ma dziś dostępu do czystej wody, a połowa ludności Ziemi nie jest podłączona do kanalizacji. Mimo to, łączna produkcja ścieków na naszej planecie wynosi ok. 450 km3, a każde użycie spłuczki ustępowej powoduje zanieczyszczenie ponad 10 litrów wody zdatnej do picia. Gdyby każdy z nas zużywał tyle wody co statystyczny Kanadyjczyk (największe zużycie per capita), to potrzebne byłoby 6 takich planet jak nasza, aby zaspokoić potrzeby wodne 6 miliardów ludzi prowadzących „kanadyjską gospodarkę wodną”.

W ostatniej dekadzie XX wieku, odwadnianie złoża węgla brunatnego KWB Bełchatów spowodowało powstanie regionalnego leja depresyjnego wód podziemnych – w ciągu kilku lat wyschło tam kilkaset studni. Doprowadzenie wody dla miejscowych użytkowników z innych źródeł, przy równoczesnym zaniedbaniu rozwoju kanalizacji, spowodowało wzrost produkcji ścieków i powstanie, w wyschniętych studniach, setek szamb i dołów chłonnych. Dziś, odkrywka bełchatowska jest już zasypywana, a w perspektywie planuje się odbudowę istniejących tam kiedyś poziomów wodonośnych. Jaka będzie jakość tych wód, po 30 latach wprowadzania do wodonośców różnego rodzaju zanieczyszczeń, na razie nie wiemy, ale nie trudno to sobie wyobrazić.

Warto więc od czasu do czasu uświadomić sobie, że wszyscy żyjemy w dole rzeki i musimy pobierać wodę zużytą przez innych i odprowadzać ścieki, które z kolei będzie musiał użytkować nasz sąsiad. Korzystając z wody musimy też wiedzieć, iż nie jest ona naszą własnością, lecz bierzemy ją wyłącznie w leasing. Zaciągamy w środowisku, a często i u naszych sąsiadów pożyczkę, którą należy spłacić, w stosownej formie, czasie i miejscu.

Historia Świata od starożytności do dziś pełna jest przykładów rywalizacji, współzawodnictwa, konfliktów, a nawet wojen o surowce naturalne, w tym o wodę. Woda lub obiekty wodne były jednocześnie celem, jak i narzędziem wojen i konfliktów. Zauważmy przy okazji, że słowo „rywal” pochodzi od łacińskiego pojęcia „rivalis” oznaczającego osobę która używa tego samego strumienia (mieszka po drugiej stronie strumienia).

Już 689 roku p.n.e. Sancherib, władca Asyrii, w zemście za zabójstwo syna, zalał i zburzył Babilon przez zatamowanie Eufratu i zniszczenie zapór oraz systemu zaopatrzenia w wodę tego miasta. Warto jednak wiedzieć, że to właśnie ludy, które przez ponad 2000 lat zamieszkiwały Mezopotamię, położyły podwaliny pod działalność, którą dziś nazwalibyśmy gospodarką wodną. Niniwa była przecież w starożytności chyba jedyną metropolią, która poza tym, że była miastem „rozkoszy i śmiechu” posiadała również kanalizację i wodociągi. Natomiast w Babilonie, skomplikowane urządzenia hydrotechniczne (wielopiętrowe systemy pomp, zespoły studni), utrzymywały przy życiu „Wiszące Ogrody Semiramidy” – jeden z cudów światowej hydrotechniki. Za ok. 50 litrów wody (1 putnu), w 1900 roku p.n.e., płacono w Niniwie od 1 do 2 sercetów srebra – cenę jednej dużej kury. W Babilonie pobierano też opłaty za dostarczanie wody do domów. To właśnie w Mezopotamii odnotowano, chyba pierwszy na Świecie, dość dobrze opisany, przypadek sporu o wodę rzeczną do nawodnień. Toczyły go między sobą miasta Ur i Eridu.

Woda z rozmyślnie niszczonych systemów odwodnieniowych i wałów przeciwpowodziowych była jednym ze sposobów prowadzenia wojny również w Polsce. W 1455 roku Gdańszczanie, z obawy przed Krzyżakami, przebili wał przeciwpowodziowy Nogatu i zalali Żuławy Elbląskie. Szwedzi, w czasie potopu, po usadowieniu się w rejonie Gdańska, 27 lutego 1657 roku przerwali lewy wał Wisły w rejonie Kieżmarku i zatopili na długo całe Żuławy Gdańskie. Przez kolejne 5 lat wody wezbraniowe zalewały te tereny aż „po dachy domostw”.

W 1734 roku sami Gdańszczanie, co ciekawe, w sposób kontrolowany, niszczą wały by poprzez zalanie Żuław przeszkodzić w natarciu wojskom rosyjskim. Nieco później, bo 3 września 1813 roku, podobnych zniszczeń dokonują także wojska rosyjskie i pruskie oblegające Gdańsk. Na kilka lat zalano wtedy znaczną część Żuław Gdańskich. Umyślnego przerwania wałów Wisły dokonują również, w rejonie Czerwonych Bud i Kieżmarku, uciekające wojska niemieckie w 1945 roku. Zalane na wiele lat zostały wówczas Wielkie Żuławy Malborskie, a na terenach depresyjnych Gdańska przez kilka miesięcy niemożliwa była jakakolwiek działalność gospodarcza.

W Chinach, tuż przed rozpoczęciem II wojny światowej, aby przeszkodzić i opóźnić natarcie wojsk japońskich, wysadzono w powietrze ogromną, na ówczesne czasy, zaporę na Huang Ho. Straty gospodarcze nigdy nie zostały policzone, a liczba ofiar i to po obu walczących stronach wyniosła ok. 0,5 mln zabitych.

Zapory na rzekach lub inne instalacje hydrotechniczne były bardzo często celem działań wojennych. Podczas nalotów na Niemcy, w czasie II wojny światowej, 17 maja 1942 roku alianci zbombardowali m.in. 3 zapory w Zagłębiu Ruhry (Möhne, Sorpe i Edertal). Ówczesny 617 Dywizjon Bombowy „Lancasterów” („Dambusters”) używał w tej akcji prototypowych 4-tonowych „skaczących bomb”. Niemal całkowicie zniszczono zaporę w Eder. W przypadku zapory w Möhne, 10-metrowa fala, jaka wylała się przez 75 metrową wyrwę powstałą wskutek uderzenia bomb, spowodowała ogromne zniszczenia oraz dwa tysiące ofiar w mieście Gelsenkirchen.

W trakcie inwazji hitlerowskich Niemiec na ZSRR, w 1941 roku, wycofujący się Rosjanie umyślnie uszkodzili sztandarową budowlę socjalizmu – zaporę Dnieproges na Dnieprze. Powstałą w wyniku eksplozji 90 ton trotylu wyrwą w korpusie, spłynęło wówczas ¾ pojemności zbiornika. Po odbudowaniu przez hitlerowców, w dwa lata później zapora ta została ponownie przez nich wysadzona w powietrze, w czasie wycofywania się pod naporem Armii Czerwonej.

Niemcy również stosowali podobne metody. Wycofując się pod naporem wojsk amerykańskich zniszczyli 10 lutego 1945 roku zaporę wodną na rzece Ruhr (dopływ Mozy). Spowodowało to zatopienie doliny tej rzeki na szerokość 100 m i głębokość 1 m. O swoistej precyzji dokonanych zniszczeń świadczy fakt, iż powstała wówczas przeszkoda wodna bardzo trudna do pokonania: za płytka na łodzie desantowe, a za głęboka do przejścia w bród. W Polsce, podobną próbę wysadzenia w powietrze zapory w Rożnowie udaremnili partyzanci w 1944 roku.

Urządzenia hydrotechniczne na rzekach bombardowali także amerykanie w czasie wojen: koreańskiej i wietnamskiej oraz Izrael w połowie lat 60 – niszcząc np. syryjskie instalacje poboru i przesyłu wody w dorzeczu Jordanu. Już całkiem niedawno, bo w 1992 roku, w czasie wojny w Bośni, Serbowie odcięli potężny rurociąg dostarczający wodę do Sarajewa ze zbiornika w Bacewie. Są też przesłanki by sądzić, iż do zbiornika tego wprowadzono również duże ilości szkodliwych substancji chemicznych (pestycydów). Wywołało to ogromne problemy z zaopatrzeniem w wodę ludności i epidemie różnych chorób w Sarajewie.

Woda może być i była elementem szantażu międzynarodowego. W 1986 prezydent Korei Północnej Chun-Doo-Hwan ogłosił „wodny atak” na Koreę Południową. Powstał plan budowy zapory i zbiornika na rzece BukHan (górny Han) – Imnam Dam. Niby nic groźnego, ale zauważmy, że rzeka Han jest arterią transgraniczną, a na dodatek w dole jej biegu, po drugiej stronie granicy, leży Seul – stolica Korei Południowej. Nie dość więc, że zabór ok. 10 km3 wody rocznie mocno ograniczył możliwości rozwojowe rolniczego regionu przygranicznego w Korei Południowej, to obliczono także, że awaria lub celowe uszkodzenie tej zapory wywołałoby kilkunastometrową falę powodziową w Seulu. Na skutek protestów i nacisków ekonomicznych, do 1990 roku wstrzymywano budowę tej zapory, ale w końcu, w 2003 roku, obiekt jednak ukończono. Odpowiedzią Korei Południowej było rozpoczęcie w 2004 roku budowy Peace Dam – zapory i zbiornika zlokalizowanych poniżej oddanej do użytku instalacji północnokoreańskiej – zapora ta już stoi.

W 1974 roku Irak zagroził, że zbombarduje zaporę Altabra w Syrii, argumentując, iż w wyniku jej działania maleje dopływ wody do Iraku. Niejako w rewanżu, po I wojnie w Zatoce Perskiej, całkiem poważnie rozważano pomysł zakręcenia kurka z wodą dla Iraku. Odbyć się to miało poprzez powstrzymanie i zabór, za pomocą odpowiednich instalacji zlokalizowanych w Turcji i Syrii, wody dopływającej do tego kraju rzekami: Tygrys i Eufrat. Plan ten jest dziś częściowo realizowany. Bowiem od 1990 roku funkcjonuje potężny system zaboru wody związany z zaporą i zbiornikiem im. Atatürka, w Turcji, a w trakcie budowy są kolejne obiekty na dopływach górnego Eufratu. Powoli nabiera zatem kształtu teza tureckiego przywódcy Suleymana Demirela, iż „…wody Eufratu i Tygrysu należą do Turcji, tak jak ropa do państw arabskich”. Jak by tego było mało, w 1999 roku Turcja ogłosiła, że ze zbudowanego systemu 22 zbiorników w dorzeczu Eufratu będzie przerzucać wodę rurociągami do portu w Ceyhanie, a stamtąd tankowcami do Izraela. Wydaje się więc, że konflikty o wodę w tym rejonie Świata będą narastać.

Punktem zapalnym, gdy idzie o wodę, jest także terytorium Izraela i państw sąsiadujących. Od czasów biblijnych, obszary te charakteryzują się ciągłym i coraz większym niedostatkiem wody (ogromny przyrost liczby ludności). Izrael w obawie przed embargiem, prowadzi od wielu już lat politykę samowystarczalności żywnościowej. Wiąże się to jednak z ogromnym zapotrzebowaniem na wodę i koniecznością nawadniania dużych obszarów. Źródłem wody w tym rejonie jest Jordan i jego dopływy oraz wody podziemne z rejonu wzgórz Golan. Zgodnie z tzw. planem Johnsona, Jordania ma prawo do 720 mln m3/rok, Izrael do 400 mln m3/rok, Syria – 130 mln m3/rok wody z Jordanu. W chwili obecnej kontyngenty te są przeważnie przestrzegane, choć od czasu do czasu pojawiają się dramatyczne konflikty wokół nowych inwestycji wodnych np.: Izraelskiej Narodowej Magistrali Wodnej, czy Jordańskiego Kanału Wschodniego Ghor. Wojny i polityka w tym rejonie są związane z wodą i choć słowo „woda” nie pojawia się w oficjalnych doniesieniach, to wszystko właściwie kręci się tu wokół tego strategicznego surowca. Ariel Szaron, generał i premier Izraela, powiedział kiedyś, że wojna sześciodniowa nie wybuchła 5 czerwca 1967 roku, ale 2 i pół roku wcześniej (1964 r.), kiedy Izrael budując ogromne ujęcia wody na Jordanie zamienił wodę w Morzu Martwym w solankę.

Konflikty o wodę lub „wokół wody” mają oczywiście charakter nie tylko globalny, czy międzynarodowy, ale mogą dotyczyć poszczególnych jej użytkowników i odbywać się w mniejszej skali. Ponad połowa ludności Świata mieszka w miastach i odsetek ten ciągle wzrasta. Wzrastają też potrzeby wodne aglomeracji miejskich. Przeciętny mieszkaniec amerykańskiego miasta, dziennie zużywa do mycia zębów więcej wody niż ma w swej dyspozycji statystyczny mieszkaniec północnej Afryki. Zaspokojenie takich potrzeb wiąże się często z zaborem wody z terenów rolniczych, leśnych, a nawet chronionych. Z drugiej strony miasta generują coraz większą ilość wód zużytych – często bardzo zanieczyszczonych. Wody te zrzucane są zwykle na terenach wiejskich powodując dodatkowo degradację nie tylko źródeł zaopatrzenia w wodę, ale również terenów rolnych i leśnych.

Wyprodukowanie 1 tony papieru wymaga 60 ton wody, a produkcja samochodu osobowego 380 ton. Plecak ekologiczny jednej letniej, bawełnianej sukienki mieści aż 5500 litrów wody. Klasyczna spłuczka klozetowa potrzebuje jednorazowo ok. 20 litrów wody, można jednak ten sam efekt uzyskać przy użyciu 3 litrów. Umywalka w toalecie i spłuczka nie muszą być przecież połączone równolegle i zużywać inną wodę. Można je połączyć szeregowo (przy czym warto zwrócić uwagę na kolejność!). Woda po umyciu rąk posłuży wówczas do spłukania nieczystości. Wprowadzenie wodooszczędnych spłuczek w borykającym się z barierą wodną mieście Meksyk doprowadziło do zaopatrzenia w wodę kolejnych 250 000 mieszkańców, bez potrzeby budowania nowych ujęć wodnych. Oszczędności, a co za tym idzie możliwości łagodzenia narastającego konfliktu wieś – miasto są tu jak widać ogromne.

Problem można jednak łatwo odwrócić. Rolnictwo jest przecież ogromnym użytkownikiem i konsumentem wody, przy czym jej zasoby są tu zużywane dość rozrzutnie. W skali globalnej, prawie 1900 km3 wody rocznie zużywane jest do nawadniania. Jest to ponad 82 % bezzwrotnego zużycia wody słodkiej na Ziemi. Do wyprodukowania jednego kilograma pszenicy trzeba zużyć 1 tonę wody, a na 1 kg bawełny potrzeba jej aż 5 ton. Po co więc uprawiać bawełnę na obszarach deficytowych np. w Kazachstanie, Uzbekistanie i w Turkmenii, gdzie doprowadzenie do pól uprawnych koniecznej ilości wody, już wywołało klęskę ekologiczną, gospodarczą i cywilizacyjną na ogromnym terytorium – wysychanie Jeziora Aralskiego.

Ilość wody w Jeziorze Aralskim skurczyła się dziś do ¼ pierwotnej objętości, a jego powierzchnia jest mniejsza o połowę. Poziom wody obniżył się o 16 m, a linia brzegowa cofnęła się o kilkadziesiąt kilometrów, odsłaniając solniska i osady denne, silnie zanieczyszczone spłukiwanymi tu przez lata pestycydami i nawozami. Drastycznie zmalała liczba ptaków i ryb w jeziorze (z 24 gatunków do 4). Klęska ekologiczna wywołała oczywiście katastrofę ekonomiczną. Połowy w akwenie spadły z 44 tysięcy ton niemal do zera, a 60 tysięcy rybaków i ich rodzin straciło pracę i podstawę bytowania.

Nieco inne podłoże miał konflikt w rejonie ogromnej zapory i zbiornika Kariba na Zambezi. W trakcie kilkuletniego napełniania tego ogromnego zbiornika, do koryta rzeki wpuszczano tylko niewielkie ilości wody. W efekcie miejscowa ludność zagospodarowała kilkudziesięciokilometrowy odcinek „suchej” doliny Zambezi. W 1962 roku, kiedy zakończono napełnianie i zaczęto spuszczać normalne ilości wody, pola uprawne zostały zalane, a w regionie doszło do lokalnej klęski głodu i niepokojów społecznych. Obliczono, że Świat traci rocznie ok. 200 tysięcy ha powierzchni rolnej tylko w wyniku niekorzystnych procesów związanych z nawadnianiem.

Od wielu już lat Libia prowadzi rabunkową eksploatację trudnoodnawialnych zasobów wód podziemnych Sahary (poziom Al-Kufry – powierzchnia bliska terytorium Polski). Rozpoczęto ją w 1974 roku. Z głębokości 450 m, wydobywa się tu ok. 2 mln m3 wody na dobę. Rzeka wody podziemnej o przepływie bliskim Pilicy w Sulejowie (ok. 23 m3/s) płynie rurociągiem (rury o średnicy 4,5 m) ku wybrzeżu Morza Śródziemnego (do Benghazi). Tam woda jest zużywana głównie do nawodnień (85 %). Według niektórych szacunków Libia pobiera 370 % procent swoich zasobów odnawialnych, a dodatkowo „podkrada” zasoby wód podziemnych należące do Algierii, Sudanu i Egiptu. Nie jest tu jednak osamotniona, bowiem podobną gospodarkę wodną prowadzi także Arabia Saudyjska (na wyprodukowanie 1 kg zboża zużywa się tam ponad 2 m3 wody, warte 4 USD, a więc kilka razy więcej niż cena tego zboża.

Również Egipt nie jest bez winy. Jego umowa z Sudanem z 1959 roku, w sprawie poboru i wykorzystywania wód Nilu, jest skrajnie „asymetryczna” i przypomina umowę między Myśliwym i Zającem. Sudan i Etiopia, na których terytorium formuje się większość zasobów wodnych tej rzeki, mają prawo tylko do ich niewielkiej części (np. Sudan – 18,5 km3/rok, Egipt – 55 km3/rok). Zauważmy przy tym, że tylko ze zbiornika Nasera w Asuanie paruje rocznie ok. 15 km3 wody. Etiopia i Sudan chcą dziś renegocjować wcześniejsze umowy i planują budowę zbiorników wodnych na swoich terytoriach. Egipt planów tych nie akceptuje i grozi nawet konfliktem zbrojnym. „Egipt nigdy nie będzie już prowadził wojny, chyba że o wodę” – powiedział kiedyś Anwar Sadat, nieżyjący już prezydent Egiptu i twórca pokoju na Bliskim Wschodzie (1978). Dziś Egipt ma gotowe plany nie tylko 300 kilometrowego kanału nawadniającego wodą ze Zbiornika Nasera ogromnych połaci Sahary (projekt Nowa Dolina), ale również plany okupacji Sudanu i Etiopii. W stałej gotowości bojowej znajdują się wyspecjalizowane w walkach w buszu egipskie jednostki wojskowe.

W latach 1961–1967, susza na Północnym Wschodzie USA zmusiła władze lokalne stanów Nowy Jork i Delaware do wydania całkowitego zakazu podlewania trawników, a w restauracjach Nowego Jorku wodę do posiłku podawano wyłącznie na wyraźne żądanie klienta. Ogromne ograniczenia odnośnie zużycia wody nakładane są dziś często na jej użytkowników w Kalifornii (drastyczny spadek dostępnych zasobów wodnych rzeki Kolorado) i w Teksasie (obniżenie poziomu wód podziemnych w tzw. warstwie Ogallala o 30 m i wyczerpanie jej zasobów w 50 %). W południowo-zachodnich stanach USA popularne jest powiedzenie: gotówka za trawnik. Dla przykładu, mieszkańcy znanego z westernów miasta Tuscon w Arizonie (rodzinne miasto Wayatt’a Erpa), w zamian za ograniczenie powierzchni przydomowego trawnika, otrzymują ulgi w lokalnych podatkach.

Braki wody odczuwane są również w tradycyjnie wilgotnej Anglii. W 1976 roku, opady w środkowej części wyspy wyniosły zaledwie 60 % normy, a przepływy w rzekach drastycznie zmalały. Kiedy stany wody spadły poniżej rzędnej ujęć wodnych, te przestały działać. Niektóre komunalne zbiorniki wodne w rejonie miasta Leeds były napełnione wodą zaledwie w 30–40%. Konieczne stały się więc ograniczenia jej poboru przez użytkowników. Zakazano podlewania trawników i ogrodów, zmniejszono ciśnienie w sieci wodociągowej, rozpoczęto racjonowanie wody. Problemem stały się pożary torfowisk i ogromne straty w rolnictwie i w budownictwie. Przesuszenie gruntów doprowadziło bowiem do osiadania i pękania fundamentów domów. Jest ciekawe, że jednym z trwałych skutków tej suszy, były nie tylko nowe systemy zaopatrzenia w wodę (zbiorniki, wodociągi, ujęcia wód podziemnych), ale także zmiana przepisów budowlanych i nowe, oczywiście wyższe, stawki ubezpieczeniowe. Podobną suszę przeżyła Anglia ponownie, i to niedawno, bo w 2006 roku. Zbiorniki komunalne zaopatrujące Londyn były prawie suche, a w hrabstwie Kent zarządzono racjonowanie wody.

Wszelkiego rodzaju zjawiska ekstremalne, w tym powodzie i susze, są dziś poważnym zagrożenie dla gospodarki światowej i życia ludności. Paradoksalnie jest też tak, że im bogatsza infrastruktura i poziom zagospodarowania terenu, tym szkody wywołane przez różnego rodzaju katastrofy i klęski są coraz większe. Łatwo m.in. wykazać, że straty powodowane przez powodzie i susze wzrastają w miarę rozwoju gospodarczego i cywilizacyjnego. Zatem, pomimo wielu starań i niewątpliwych osiągnięć w zakresie monitoringu, prognozowania, ostrzegania i ochrony przed kataklizmami, nasza wrażliwość na nie jest nadal duża i ciągle rośnie.

(c) 2011, prof. dr hab. Paweł Jokiel